15 października

A potem jadła swój żołądek, bo w domu nie było nic do jedzenia, zapomniała zrobić zakupy, w szafkach ostała się tylko kawa. Zatem zalewała wnętrze tym ciepłym napojem, który powinien dawać jej energię, jaką sama odnaleźć w sobie już nie potrafiła.
Rozdzierała materiały sukienek na wysokości kolan, a potem w to rozdarcie przyszywała najróżniejsze koronki - nakładając się na siebie tworzyły serwety, jakie kładło się na stół tylko w tych ważnych dniach. Wtedy to już była panika, nieprzemyślane działania, mające na celu ratowanie tego, co w strzępkach wisiało na jej nerwach, zakończeniach kości.
Zapach potu mieszający się z wonią migdałów. Nie mogła wytrzymać tych zapachów, które wraz z jej czynami stawały się intensywniejsze - budziły najgorsze wspomnienia, wydobywały je z głębin umysłu i przeciągały na stronę rzeczywistą. Nie mogła tego znieść, więc pocierała nos tak długo, aż ostała się tylko chrząstka. A ona nadal czuła zapachy. Zaczęła więc ćwiczyć bezruch. I to doprowadziło ją do szaleństwa, możliwe że było to zapoczątkowanie tego, co nigdy nie uda się wstrzymać i odratować. Zapach dymu.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz