(słowa przepływają tak szybko, trudno uchwycić je wszystkie na raz, dlatego te strzępki)

Śniło mi się, że byłam duchem, najczystszą Zwidą, która jak nocny ptak przysiadała na Twoim nagim ciele, krążąc wokół szklistych bioder i delikatnie liliowych piersi. Patrzyłaś na mnie przez lekko uchylone powieki, widziałam to. Twoja skóra drżała od oddechu moich wronich piór, którymi jak płaszczem rozpościerałam mrok nad Tobą. 

Czy jeszcze o mnie myślisz, Najdroższa?

Pamiętasz, jak ofiarowałaś mi swój kosmyk włosów? To było w listopadzie, na cmentarzu, na naszym ukochanym cmentarzu Rakowickim. Pachniałaś jak kasztany w deszczu, nie mogłam uwolnić się od patrzenia na Twoje lekkie ruchy, na cienie Twoich rzęs, na których zatrzymywały się krople rosy i pierwsze wschodzące tamtego wieczoru gwiazdy. 

Wciąż czuję smak Twoich pocałunków na moich ustach i nadgarstkach.


Brak komentarzy:

Prześlij komentarz