13.10.2015 (prawie wieczór)

Nocami... karłowate cienie na ścianach mojego zadymionego pokoju. Księżyc krwawi sino i przeraźliwie zimno. Jest tak zimno, że aż trudno przekladać kartki, choć chciałoby się zlęknioną głowę ukołysać dobrymi baśniami i zamorskimi opowieściami o duchach i rękach, które nie krzywdzą. To wszystko przepływa przeze mnie jak wzburzona rzeka, odbija się falami od brzegów mojego serca i tętnic, łomocze jak ptak zatrzaśnięty w klatce strachu. Rzeczy wokół mnie są ciemne i surowe, ich faktura przypomina chłodne pajęczyny, które jak nietoperze wplątują się w złote loki i barwią je na kolor śmierci i grobowych ziem. 

Obsesja za obsesją. Tym jestem. 

Gdzie mi się zgubiłeś cudowny medaliku z Mateńką Boską? Czyżbym aż tak była grzeszna i godna potępienia, że nawet Ty odwracasz ode mnie wzrok?


Brak komentarzy:

Prześlij komentarz