(powoli noc)

Dziś znów wędrowałam po cmentarzu. Choć starałam się obiecać sobie, że nie stanę znów nad jego grobem, to jednak nie wytrzymałam i jakby jakaś niewidzialna siła pchała mnie alejką prosto w jego martwe ramiona. Mój najdroższy, umiłowany Chłopcze, który zostawiłeś mnie po środku zimy i trzaskającego wiatru, tak bardzo tęsknię za naszymi późnowieczornymi rozmowami, za Twoimi słowami, którymi wygładzałeś moje zlęknione wnętrze. Podczas Twojej nieskończonej nieobecności zamieniłam się w wiedźmę. Mówią o mnie, że jestem wariatką, bo chodzę ubrana jak wrona, a palce u moich rąk zaczynają przypominać ptasie pióra. Moja skóra pachnie teraz kadzidłami i jesiennymi olejkami, które wywołują z grobów głodnych miłości zmarłych. A ja częstuję ich sobą, bo jest we mnie cały ocean czułości i dobra, który potrzebuje obdarzać inne Duszyczki miłością i ciepłem. 

Jesień tego roku pachnie złowrogo i boję się, że któregoś dnia położę się na Twoim grobie i już go nie odstąpię, aż ciemne rośliny i mgła rozłożą moje ciało na popiół i wsypią go w Twoje usta.

2 komentarze:

  1. Anonimowy10/13/2015

    Kochana Weroniko, serce się ściska, gdy czytam te słowa. Bądź silna, Twój chłopiec na pewno jest bezpieczny i patrzy na Ciebie, otacza Cię wszystkim, co najpiękniejsze, choć prawie niewidoczne.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję Duszko. Nawet nie wiesz, jaką radość sprawiasz mi tym, że tu jesteś i dzielisz się ze mną Słowem. Jestem taka maleńka pośród tej jesieni. Napijesz się ze mną herbaty z miodem?

      Usuń